Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pomadka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pomadka. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 10 kwietnia 2017

Audrey zaginęła. Razem z przyjaciółkami rozpoczynamy poszukiwania.

Cześć kochani!
Dzisiaj, tak jak tytuł Wam mówi. Poszukuję Audrey, gdyż kompletnie zaginęła, przepadła. Nie wiem, czy ktoś mi ją ukradł, czy po prostu gdzieś mi wypadła. Nie ukrywam, że Audrey była moją ulubioną pomadką na co dzień i bardzo mi jej brakuje. Jeżeli gdzieś zobaczycie Audrey z powycieranymi napisami na bluzce to dajcie mi znać! Razem z przyjaciółkami tęsknimy...
Zapoznawałam Was z pomadkami, gdy jeszcze Audrey była ze mną w tym poście, TUTAJ.
Przychodzę do Was z recenzją matowych pomadek w płynie, które ogłosiłam hitem 2017 roku. Jak widać, Audrey będzie musiała poczekać na swój debiut, ale zostawiłam dla niej na powyższym zdjęciu miejsce, gdyż nosiła na sobie numer 02, była zawsze tuż za Bridget. :) 
Jeżeli nie słyszeliście jeszcze o tym produkcie to zdecydowanie musicie ze mną zostać i przeczytać post do samego końca. Ja jestem totalnie zauroczona owymi pomadkami. Producent mnie nie zawiódł i spełnił obietnice. Pomadka nie odbija się na szklankach - niektórzy z Was mogli to zobaczyć na moim Instagram-ie podczas przeprowadzonego LIVE. Matowy efekt zdecydowanie gwarantowany. Nie jest to żadna satyna, zero brokatu, zero błyszczenia. Piękny mat. Utrzymuje się do kilku godzin na ustach, po pewnym czasie wyciera się ze środka ust, ale wytrzymuje na prawdę długo. Nie zauważyłam wysuszenia ust, ba, nawet produkt nie podkreśla u mnie suchych skórek!
Opakowania jak widzicie, bardzo eleganckie, ale niestety napisy nie są już tak trwałe. Przy trzymaniu ich na szafce, napisy pozostają w nienaruszonym stanie, ale przy noszeniu pomadki w torebce z innymi gadżetami, napisy niestety ulegają wytarciu. Imiona aktorek, o których wspominałam w poprzednim poście (LINK), zostały ukazane na papierowych zabezpieczeniach pomadek. Szkoda, że nie zostały one wygrawerowane na buteleczkach. Ach, dobra...za dużo marzeń!
Pacynka idealnie rozprowadzi produkt na naszych ustach bez żadnych niedociągnięć. Lubię takie pomadki! Co najważniejsze, zastygają one w ekspresowym tempie :) Nie lepią się, na początku są trochę tępe w uczuciu, ale po czasie wcale nie zwracam uwagi. 
Bridget o numerze 01 to piękny nudziakowy odcień, który przypadnie do gustu nie jednej z Was. Na moich ustach nie wygląda zbyt pięknie. Po pierwsze, posiadam niezwykle jasną karnację i totalnie takowe odcienie do mnie nie pasują. Po drugie, nie wiem co ma na to wpływ, ale kolor ten pozostawia smugi, prześwity na ustach. Dodatkowo, podkreśla kontur ust oraz wchodzi w załamania. Należy się dobrze namachać, aby uzyskać piękny efekt. Inne odcienie nie mają takiego problemu.
Sophia o numerze 03 to mój ulubiony odcień po Audrey. Jest to totalnie, wyrazista fuksja. Nie wchodzi w załamania tak jak Bridget, utrzymuje się świetnie na ustach. Musimy kontrolować wycieranie się pomadki ze środka ust, gdyż może prezentować się nieestetycznie przy tak ciemnym kolorku. Potrafi zauroczyć nie jednego faceta!
Elizabeth o numerze 04 to intrygująca bomba. Mocna, ciemna czerwień, prawie totalny burgund. Na wyjścia wieczorową porą w sam raz! Przy tym kolorze pomadka w płynie potrafi się rozmazać przy potarciu dłonią.
Wydawałoby się, iż Claudia o numerze 05 jest czystą czerwienią, ale jest to bardziej ciemna czerwień z domieszką ciemnego różu. Nie używam zbyt często tej pomadki. Posiadam dosyć widoczne przebarwienia spowodowane aparatem ortodontycznym i mam wrażenie, że ona jeszcze bardziej to podkreśla.
Marylin o numerze 06 na ustach i każdy facet ogląda się za Tobą. Jak to działa? Jest to odważna czerwień w stylu Marylin Monroe, która posiada w sobie domieszki błękitu, który pozwala nam uzyskać efekt bielszych zębów. Moja kolejna miłość. Nawet na co dzień, dla takiego bladziocha jak ja robi wrażenie. :)
Podsumowując, większość blogerów już wydało swoją opinię na temat tychże pomadek w płynie. Były one i dobre, i złe. Ja nie mam się do czego przyczepić. Produkt ściera się ze środka ust przy jedzeniu i ciężko będzie znaleźć pomadkę, która tego nie robi. Wysusza usta? Tak, może wysuszyć usta jak każda inna matowa pomadka, gdy będziecie dokładać kolejne warstwy w trakcie dnia bez usunięcia pozostałości poprzedniego koloru. Ja zazwyczaj przed poprawkami makijażu, zmywam pozostałości pomadki  i dopiero wtedy, nakładam nową warstwę na usta. Nie miałam żadnych problemów z wysuszaniem ust w przypadku tychże pomadek. :)
Dla mnie hit roku, a Wy musicie się sami o tym przekonać. :)
---------
Zapraszam na www.delia.pl <3
----------
Bądź ze mną na FanPage Brylantina oraz Instagram-ie! <3

sobota, 7 stycznia 2017

Przeniosłam się na www.brylantina.blogspot.com ! Pomadki Creamy Glam

UWAGA!
Zauważyłam, iż większość z Was, która korzysta z komórek nie ma możliwości przekierowania bloga Kraina Kosmetyków na www.brylantina.blogspot.com
Zmieniłam nazwę oraz adres bloga na Brylantinę.
Proszę Was, abyście zaobserwowali Brylantinę, a odobserwowali Krainę Kosmetyków. :)
______________________________________________________________________

Witajcie kochani w Nowym Roku!
To jest mój pierwszy wpis w 2017, zatem mam nadzieję, iż nie będzie już za późno, gdy jeszcze teraz złożę Wam najlepsze życzenia. Aby spełniały się wszelkie Wasze marzenia oraz abyście wytrwali we wszystkich postanowieniach. Niech Matka Boża podaruje Wam tyle łask, ile jest gwiazd na Niebie! <3

Dzisiaj przedstawię Wam warte uwagi odcienie pomadek do ust Creamy Glam od Delii: orientalną czerwień, burgund oraz hit sezonu, czyli granat z limitowanej wersji. Jestem ciekawa, który najbardziej przypadłby Wam do gustu. Nie ukrywam, że moją duszę porwały te wszystkie kolory. Jak doskonale wiecie, posiadam jasną cerę i odcienie nude sprawiają, że wyglądam jak trup. Zdecydowanie preferuję mocne barwy na ustach, ale sami ocenicie, czy takie kolory mi pasują <3
Ukazane odcienie to ciemny granat (CG l01), orientalna i wyrazistą czerwień opalizująca na lekki pomarańcz (118) - tak to właśnie ona może podkreślić nasz żółty odcień zębów oraz mój ulubiony burgund (120) - ten na szczęście może rozjaśnić zęby o 2 tony. Każdą z tych pomadek nosiłam w okresie zimowym świąteczno-sylwestrowym, gdyż z tym czasem najbardziej te barwy mi się kojarzą. Nie ukrywam, iż granat budził wiele przeróżnych reakcji. Niektórzy podziwiali, inni twierdzili, że w życiu nie użyliby tego koloru. Nie dziwię się, gdyż ten odcień jest charakterystyczny, wręcz odważny i nie każdy typ osobowości będzie ją preferować.
Opakowania są bogate, złote z drobnymi rzeźbieniami na dole, ale wykonane z plastiku. Wow, robią wrażenie. Przy noszeniu w torebce nic się z nimi nie stało, poza tym posiadają mocne zamknięcie :) Nie oszukujmy się, niektóre kobiety jeszcze nie wiedzą, że takie opakowania im się marzą. <3
Konsystencja niesamowicie kremowa, nawilżająca z witaminą E, a ponadto mocno kryjąca. Malowanie nią ust to przyjemność, gdyż wystarczy jedna warstwa, ale należy zwrócić uwagę, aby nie wyjechać poza kontur ust. Wykończenia niestety nie posiadają matowego, które tak bardzo uwielbiam, ale jest ono pięknie satynowe bez żadnych dodatków drobinek. Trwałość nie jest zachwycająca. Przy jedzeniu i piciu pozostanie nam jedynie kontur ust. Ba, nawet mam wrażenie, że przez przypadek dotknę ust i rozmarzę ją na twarzy, jakieś takie przeczucie... Nie jest lepka, ale niesamowicie kremowa i to chyba dlatego mam takie wrażenie. Po otwieraniu lusterka nic takiego nie ma miejsca. ;p Poza tym, mam wrażenie, że czasami lubi przenosić się na zęby - raczej nikt tego nie lubi. Na szczęście są na to sposoby, jeżeli chcecie poznać moje to napiszcie, a ja postaram opublikować coś na ten temat!
Nie zbiera się w kącikach ust i nie podkreśla suchych skórek :)
Podsumowując, warto mieć te pomadki, chociażby ze względu na odcienie, które niesamowicie pasują osobom o jasnej karnacji, ale nie tylko. Poniżej przedstawiam propozycje ust na karnawał. Pamiętajcie, że w tym okresie możecie zaszaleć!
Oceńcie, który odcień najlepiej mi pasuje, a który Wy preferujecie dla siebie. <3
Mi się wydaje, że to burgund wygra!
-----------------
Zapraszam na www.delia.pl <3
---------------
Bądź ze mną na FanPage Brylantina oraz Instagram-ie ! <3

środa, 31 sierpnia 2016

Matowa pomadka Velvet Matt Eveline

Matowe pomadki w płynie można już spotkać w każdej drogerii w Polsce. Prawie każda firma kosmetyczna w swojej szafie posiada ten produkt. Eveline również wprowadziło do swojego asortymentu tę perełkę. Ja posiadam odcień 411 i bardzo mi odpowiada, gdyż uwielbiam mocne kolory. Jestem bardzo ciekawa jak prezentują się odcienie 413 oraz 415 :)
Nie okłamujmy się, ale szał na matowe produkty do ust w obecnym czasie jest bardzo duży. Wiązałam wielkie nadzieje z tym, iż Eveline wprowadziło coś, co będzie hitem. Konsystencja nie jest gęsta, produkt muszę nałożyć dwa razy, gdyż przy pierwszym razie widzę prześwity. Matowa pomadka rozprowadza się bez zarzutu, produkt nie wychodzi poza kontur ust. Kolor dla mnie idealny, intensywny, mocny. Matowa pomadka nie lepi się na ustach, mam wręcz wrażenie, że daje uczucie wygładzenia i aksamitności.
Na ustach efekt matu lekki jest, ale niestety nie jest to prawdziwy mat. Pomadka matowa posiada w sobie delikatne, satynowe wykończenie. Widać to dokładnie na poniższym zdjęciu. Nie wysusza i nie zauważyłam, aby podkreślała suche skórki. Wżera się w usta i trwałość jest na prawdę świetna...gdy nic nie jemy. Matowa pomadka po kilku godzinach zjada się ze środka ust. Prezentuje się to nieestetycznie, gdyż pozostaje nam jedynie kontur.
Szczerze powiedziawszy, polubiłam się z nią i towarzyszy mi w ostatnim czasie każdego dnia. Podoba mi się taki "pół-mat" i na pewno kupię inne kolory. <3
-------------
Zapraszam na www.eveline.eu ! <3
-------------
Bądź ze mną na FanPage Brylantina oraz Instagram-ie! <3